Wreszcie prawie wszystkie dzieci wnoszą do konfliktu pokoleń: potrzebę stałego otrzymywania od rodziców potwierdzenia swej ważności w ich życiu w postaci uznania, podziwu, pochwał, zaufania, itd. Powyższe zestawienie pokazuje - mam nadzieję - wyraźnie, że za konflikt pokoleń nie ponosi właściwie odpowiedzialności żadna ze stron. Jest on wynikiem szczególnej sytuacji dzieci i rodziców, przy czym racjom zarówno jednych, jak i drugich trudno odmówić uzasadnienia tak psychologicznego, jak i życiowego.

Zrozumiała jest walka zbliżających się do dorosłości dzieci o swobodę w zakresie dysponowania własnym czasem (utarczki o pory powrotu do domu i tzw. "spowiadanie się" rodzicom - gdzie idziesz? z kim? i po co? - są w okresie dorastania nagminne), o wolność w wyborze towarzystwa, o prawo do zgodnego z aktualnym, młodzieżowym stylem ubierania się, o możliwość decydowania w zakresie sposobu spędzania wolnego czasu, o zgodę na posiadanie i wyrażanie własnego zdania, o prawo do pierwszych sympatii i miłości, i tak dalej. Ale zrozumiały jest też strach rodziców przed tym, że zajęte przymiarkami do dorosłości dziecko zawali szkołę, że popadnie w złe towarzystwo, w wyniku czego zetknie się z alkoholem i narkotykami albo obrabuje samochód, że wreszcie stanie się sprawcą przedwczesnej ciąży lub w nią zajdzie.