Z opowieści znękanych matek i ojców wynika, że stosowane przez nich kary są najczęściej nieskuteczne bądź skutkują jedynie na krótką metę. Potomstwo na ogół je lekceważy, nie dokonując pod wpływem owych kar (mimo nieraz znacznej ich dolegliwości) względnie trwałych korekt swojego zachowania. I trudno się dziwić, ponieważ nagminnie są to kary przekraczające możliwości tolerancji samych rodziców i, co za tym idzie, stosowane bardzo niekonsekwentnie.
Typowym przykładem takich kar są sławetne zakazy wychodzenia na podwórko lub oglądania telewizji. Z obu tych represji rodzice wycofują się już po krótkim czasie, bo przecież dziecko, dla swego zdrowia, powinno być "na powietrzu" i mieć kontakt z rówieśnikami, a telewizję samemu trudno oglądać, kiedy ukarany potomek chlipie za zamkniętymi drzwiami albo usiłuje przez szparę podglądać, co się dzieje na ekranie. Do tej samej kategorii kar należy odbieranie dziecku ofiarowanych mu wcześniej przedmiotów czy pozbawienie go rozmaitych "przywilejów". Wiadomo powszechnie, że "kto daje i odbiera, ten się w piekle poniewiera", toteż z odebraniem synowi czy córce uprzednio podarowanej zabawki, pieniędzy - lub jakiejkolwiek innej rzeczy - każdemu rodzicowi trudno jest (i całkiem słusznie) uporać się moralnie.