Skuteczność "gadania" jest więc najczęściej żadna, co nie przeszkadza rodzicom gadać, gadać i gadać. Doświadczenie uczy natomiast, że mało co tak skutecznie i trwale modyfikuje zachowanie się dziecka, jak zastosowanie prastarych sposobów typu: zniszczyłeś - nie będziesz miał, nie zrobiłeś - nie ma, nie nauczyłeś się - będziesz miał złą ocenę, itp. Jednakże kara naturalna ma szansę "zadziałać" i spełnić swoje wychowawcze zadanie tylko wtedy, kiedy obawy rodziców przed skutkami postępowania potomka będą mniejsze niż obawy dziecka. Na ogół, niestety, to właśnie rodzice bardziej boją się złej oceny otrzymanej w szkole przez syna czy córkę (bo co będzie, jak ona sobie nie poradzi) niż sami zainteresowani. Dzieci oczywiście wiedzą o tym i wzrastają w błogim przeświadczeniu (nie pozbawionym zresztą uzasadnienia), że jakby co, przecież starzy coś wymyślą. Dotyczy to nie tylko szkoły.
Rodzice biorą na siebie uporanie się z rezultatami działalności swoich pociech na różnych polach. Na przykład w zakresie obowiązków domowych (bo po co dziecko ma się męczyć, skoro ja to zrobię lepiej i szybciej), w zakresie posiadanych przez dziecko rzeczy (trzeba mu kupić drugie już w tym miesiącu nowe kredki, bo on przecież taki roztargniony, nie mógł sobie przypomnieć, gdzie zostawił te pierwsze) czy w zakresie podejmowanych przez dziecko zobowiązań na zewnątrz domu (przecież nie powiem, że zapomniał o tym sprzątaniu klasy w sobotę, do którego sam się zgłosił, bo podpadnie - już raczej powiem, że był chory).