Widząc pewne ich niedostosowanie do szybko zmieniającej się rzeczywistości i nierzadko anachroniczne reakcje, młodzi nabierają przekonania o nieodwracalnym zacofaniu i "wapniactwie" rodziców, a co za tym idzie, traktują ich jak zapóźnionych, niewiele rozumiejących (szczególnie w zakresie przemian obyczajowych), a w dodatku niejednokrotnie dwulicowych, zakłamanych i upartych przygłupów.
Nie starają się więc niczego rodzicom tłumaczyć, wychodząc z założenia, które lapidarnie ujął jeden z moich nastoletnich rozmówców: "Ze starymi nie warto dyskutować. Trzeba ich przeczekać.". Jednocześnie te same, pełne lekceważenia i pogardy, dzieci żywią: Mocne przekonanie, że rozmaite świadczenia ze strony rodziców (w tym także miłość i akceptacja) po prostu im się należą z racji tego, że są dziećmi, oraz równie mocne przeświadczenie, iż każdy objaw kontroli i nadzoru ze strony rodzicieli jest pozbawioną uzasadnienia złośliwością wynikającą z głupoty, egoizmu, "złego charakteru" lub innych, byle nie racjonalnych powodów.